BLISKI WSCHÓD
ŚWIAT ARABSKI
CYWILIZACJA ISLAMSKA
09/01/2013

Hiszpańskie enklawy w Afryce: kłopotliwe pozostałości po dawnym imperium

Fot. elpais.com

Rok 1492 wyznaczył symboliczny kres obecności politycznej islamu na Półwyspie Iberyjskim. Zarazem jednak rozpoczął również okres swego rodzaju rekonkwisty w Afryce, zarówno w aspekcie feudalnym jak i militarnym. Ataki władców andaluzyjskich na ziemie położone po drugiej stronie Cieśniny Gibraltarskiej były prawdziwymi rajdami organizowanymi z zamiarem zdobycia łupów i wzbogacenia się. Interes w tego rodzaju poczynaniach posiadało także odradzające się państwo hiszpańskie.

Po upadku Grenady w 1492 roku wielu muzułmanów schroniło się na ziemiach marokańskich. Dla monarchii hiszpańskiej konieczność ochronienia terytorium Hiszpanii przed możliwymi atakami z Magrebu, wymagała posiadania twierdz oraz bazy operacyjnej po drugiej stronie Cieśniny. Wielkim propagatorem ekspedycji do Afryki Północnej był kardynał Francisco Jiménez de Cisneros, który wyekwipował na swój koszt statki i oddziały awanturnika Pedro Navarro, niedawnego pirata. Navarro zdobył nastepnie wysepkę skalną Vélez de la Gomera w 1508 roku. Marokańczycy odzyskali ją w 1522, jednak w 1564 roku ponownie przeszła w ręce hiszpańskie.

Dodatkowym motywem do podboju wybrzeża północnoafrykańskiego stał się wzrost znaczenia w XVI wieku Imperium Osmańskiego, nowej potęgi muzułmańskiej, która dawała się we znaki na Morzu Śródziemnym. Interesom hiszpańskim w tej części akwenu dawali się we znaki tacy piraci jak Turgut Reiss i bracia Barbarossa.

U nawoływań do chrześcijańskiej krucjaty przeciw muzułmańskim Turkom leżały jednak względy polityczne i ekonomiczne. Należało zabezpieczyć terytorium przed najazdami z południa oraz chronić handel morski. Pretekstem do zajęcia wysepki Alhucemas w 1673 roku stał się fakt, że stanowiła ona schronienie dla piratów, którzy atakowali statki chrześcijańskie.

Obie wysepki padały ofiarą ciągłych ataków mieszkańców wybrzeża afrykańskiego. Warunki egzystencji na wyspach były bardzo trudne, zwłaszcza w czasie oblężeń. Brakowało żywności, szerzyły się epidemie dziesiątkujące żołnierzy garnizonów i miejscową ludność. Gdy w wieku XVIII ustało zagrożenie piractwem, wyspy pełniły funkcję więzień. Zsyłano tam na przestrzeni XIX wieku nie tylko kryminalisów, lecz także dysydentów politycznych.

Od połowy XVIII wieku władze hiszpańskie zaczęły jednak podnosić kwestię, czy wydatki ponoszone na utrzymanie enklaw są tego warte, czy może lepiej byłoby wysepki opuścić. Zamiast zwykłego ich porzucenia, chciano rozegrać to politycznie zrzekając się ich na korzyć sułtana w zamian za korzyści gospodarcze u władców marokańskich. Ten pomysł został wówczas odrzucony przez Manuela Godoya, dla którego cesja na rzecz Maroka miała być niezgodna z interesami Hiszpanii. Temat podejmowano wielokrotnie w następnych latach, jednak przeszkodą okazywały się bądź różnice zdań wśród samych Hiszpanów, bądź brak porozumienia z sułtanem. Ostatecznie więc plany pozbycia się obu wysepek zarzucono.

Wyspy Chafarinas zostały zajęte przez Hiszpanów w 1848 roku w ramach ruchu wyprzedzającego, gdyż do okupacji wysp przymierzała się Francja ze swojego terytorium w Algierii. Oficjalnym powodem zajęcia była potrzeba wzmocnienia ochrony dla statków oraz obranie strategicznej pozycji przy granicy algiersko-marokańskiej. Wyspy te z biegiem czasu wykorzystywano jednak w tych samych celach co poprzednie samotne skały - jako miejsce zsyłek dla przestępców i przeciwników politycznych.

W sumie Hiszpanie posiadają sześć przyczółków na wybrzeżu afrykańskim: wysepki Perejil, Alhucemas, Chafarinas, cyple Vélez de Gomera, Ceuta, Melilla oraz jeszcze jedną wypepkę na pełnym morzu - Alborán. Z biegiem wieków sytuacja uległa całkowitej zmianie i ze strategicznego punktu widzenia wszytkie te przyczółki utraciły znaczenie. Co więcej, ich utrzymanie okazuje się bardzo drogie, właszcza Melilli. Jedynie położona najbliżej Hiszpanii Ceuta przedstawia jeszcze jakąś wartość i tą możnaby zatrzymać.

Na pytanie, czy w tych okolicznościach nie lepiej przekazać je wszystkie Maroku, politycy hiszpańscy zdecydowanie odżegnują się od takich myśli. Przyznają, że najlepiej, gdyby po prostu zniknęły z mapy, tak jakby ich nigdy nie było.


Źródło: elpais.com

Ceuta...
Podobny watek poruszyla ostatnio Kirschner w Argentynie odnosnie Falklandow. Niestety jesli idzie o zwroty okupowanych ziem, Europejczykom idzie to bardzo opornie. Nie sadze zeby ktorys z przywodcow hiszpanskich byl w stanie oddac enklawy/wyspy ze wzlegu na utrate wlasnego prestizu. Niestety jest to takie juz mocno wyblakle hiszpanskie ego, ktore kaze im przy 26% bezrobociu(!) lozyc pieniadze na utrzymywanie niemal wirtualnych wysepek
Limerick_ted09/01/2013 23:05:13
okupowane ziemie...
W nawiązaniu do komentarza Limerickowewgo Teda (Euro-pejczyka chętnego do oddania) - bredzisz jak potłuczony! Rozumiem, że tylko Europejczycy okupują innych i maja z tym jeszcze straszny problem - chodzi m.in. o zwrot Malwinów przez Europejczyków potomkom Europejczyków - straszni faszyści ci Europejczycy... Znowu biedni Hiszpanie powinni oddać swoje ziemie Marokańczykom - którzy ma się rozumieć są bogaci i ich będzie stać utrzymywać i dotować te tereny... a może nie? Howgh!
Dubliner_mat09/10/2014 23:05:45
Skomentuj!
Reklama
2009-2017 Arabicae.com email: arabicae@arabicae.com | tel: +48 696 502 449 | o portalu | nota informacyjna | strona główna